Unwritten, Undefined, Uncertain

Mawiają, że życie jest jak pudełko czekoladek - nigdy nie wiadomo, na co się trafi. Ja niestety ostatnio trafiam na same gorzkie czekoladki i tym samym moje życie stało się mniej słodsze. Tak też czasem bywa...
Kłótnia z rodzicami stworzyła w domu dystans i ogólny dysonans. Niesprawiedliwe oskarżenia, przykre i ostre wyzwiska ranią, choć to " tylko " słowa. Szczególnie ranią, gdy wiem, że bardzo starałam się, by byli ze mnie zadowoleni i gdy pomagałam im ze szczerego serducha. Oprócz tego ostatnio przechodzę dziwaczne stany, można nawet rzec depresyjne. Często miałam ochotę po prostu siedzieć w domku wśród czterach ścianach, z nikim nie rozmawiać, szersze grono szybko mnie męczyło i nie mogłam się w nim odnalezć. Przechodziłam tzw. " chorobę wieku " niczym Kordian. Nic mi się nie chciało, nic nie cieszyło i wszystko było bezsensu ( z paroma wyjątkami ). Mówiąc krótko, samo życie przestało mnie cieszyć. Dlaczego? Chyba różne czynniki na to miały wpływ, a największy rodzice. Ten stan nie dawał mi spokoju, nie mogłam się od niego uwolnić. Wszelkie starania, próby kończyły się fiaskiem. Nie lubiałam takiej siebie, a to jeszcze bardziej pogłębiało mój stan, takie błędne koło. Choć byłam tego wszystkiego świadoma, to nawet ta świadomość mi nie pomogła, choć podobno to połowa sukcesu. W moim przypadku się to nie sprawdziło. Jednak kłótnia z rodzicami sprawiła, że się otrząsnełam, gdy naprawdę zaczęłam mieć problemy, przykrości zwaliły mi się na głowę, wtedy zrozumiałam, że dalsze użalanie i rozmyślanie nad sobą nic nie da. Jak to mądrze mawiał Peter Sirius " Komu życie nie narzuca żadnych ciężarów, temu ono samo stanie się ciężarem ". " Mgła nie jest życiem. Często jednak z naszej winy życie staje się mgłą ". Teraz wiem, że to była moja wina i że to we mnie leżał problem. I jak to mawia Plutarch " Trzeba żyć, a nie tylko istnieć ". Oooo... tak, żyć, żyć pełnią życia! Bo przecież w nim też znajdują się pyszne, słodkie czekoladki.;) W moim przypadku był to wyjazd do Berlina, wyjazd do Warszawy z Kamilem na koncert Billy Talent, częstsze spotkania z Biedro i Mayumi i szczęśliwe chwile z Kamilem za którymi było Nam tak tęskno!
W Berlinie byłam tylko pięć dni. I dobrze! Długo bym tam nie wytrzymała. Wielkie, zatłoczone, zbyt nowoczesnie miasta są nie dla mnie. Dla mnie miasto musi mieć powiew artystycznej atmosfery, bajkowej krainy. Takim miastem była dla mnie Praga, tam było magicznie! Ale dużo rzeczy podobało mi się jednak w Berlinie. Przede wszystkim wolność i tolerancja! Każdy ubiera się jak chce, robi to, na co ma ochotę, nie musi się martwić o nic, dzięki temu wszyscy są uśmiechnięci i beztroscy. W sumie, nic dziwnego, że panuje tam tak powszechna akceptacja jak tam mieszkają ludzie z każdego zakątka świata.;) Widziałam Turków, Portugalczyków ( ale mało ich było, buu! ), Anglików, Azjatów ( jak ich tam duuużżżżoo ^____^ ), Arabów, Murzynów, Polaków, Francuzów. Mieszanka światowa! Berlin nazwałam miastem zapachów świata. Czułam tam kuchnię włoską, azjatycką, indyjską, turecką. W Berlinie bardzo dobre są kebaby, mniam! Podobało mi się też to, że weszłam tylko do jednego sklepu, a tam było prawie wszystko, co chciałam. Ile tam było trampek, różne, różniste ( czerwone, zielone, białe, szare, różowe, niebieskie, w kratkę, w paski ). To był dla mnie raj!:D Skorzystałam z okazji i kupiłam sobie bluzeczkę, torbę i spódnicę ( jak szaleć, to szaleć! ).
Centra handlowe mnie przytłaczały, były ogromne! Wielki minus Berlina to dojazdy. Bywało, że jechałam godzinę do pracy i musiałam sie przesiadać to na U-ban i S-ban. Okropna katorga! Wiadomo, wielkie miasto, to wielkie odległości do pokonania, niestety. Jeśli zaś chodzi o pracę, to nie było tak ciężko. Obowiązki były podzielone po połowie, więc zbytnio się nie przemęczałam, a miałam nawet na to ochotę.  Z mieszkań można dużo dowiedzieć się o danej osobie. Ja prowadziłam takie osobiste kartoteki. Dwie kobiety były bardzo interesujące, jedna lubiła Gustawa Klimta ( widziałam ogromny plakat obrazu Danae ), lubiła podobne filmy i słuchała podobą muzykę co Ja ( na przykład Nirvanę, czy U2 ), a druga czytała interesujące książki ( miała 6 książek Murakamiego i parę Paula Coelha ). Pobyt w Berlinie był dość interesujący, ale też męczący, cieszyłam się, gdy wróciłam do domku.:)
Długo oczekiwany koncert też był udany. Choć Ja byłam tam jako osoba towarzysząca, nie jestem wielką fanką Billy Talent, choć polubiłam ich muzykę. Jak to zawsze na tego typu koncertach: dużo krzyków, pogo ( dość brutalne ), gorąc, duchota, lejąca się woda, wydzieranie wokalisty ( Jego cudowne " dziękuje ", " Ja Ciebie kocham ":P ), dzwięk gitar, basu i perkusji i śpiew Kamila nad moim uchem!:D Kamil jako waleczny fan Billy Talent próbował dostać autografy, ale niestety się nie udało. Ale mimo to był zadowolony, a to najważniejsze.^^ Mnie tak bardzo nie ruszył ten koncert, choć każde takie sceniczne przeżycie jest cenne. Mi brakuje raczej koncertu Natashy Bedingfield ( jejku... jak bym chciała pojechać na Jej koncert! ), Comy, Łez, czy Placebo! Może kiedyś nadaży się ta cudowna chwila. Ten koncert był dla mnie pewną formą oderwania się od rutyny, dla Kamila też.
W Gorzowie dni toczą się tak samo, ale bardzo się cieszę, że mam tyle czasu by spędzać wolne chwile z Kamilem. W końcu nadszedł ten piękniejszy, szczęśliwszy okres w Naszym związku! I staramy się cieszyć tym w pełni ( choć mi się to nie udawało ). Te spotkania zawsze, nie ważne w jakim byłam stanie dawały mi życiowej energii, napawały mnie optymizmem, przy Kamilu lubię siebie taką jaka jestem, a to jest ważne.:) Portafię się przy Nim określić, wiem kim jestem, potrafię się odnalezć we własnym świecie. Jesteś dla mnie jedną, wielką, pyszną czekoladą, która daje mi dużżoooo słodkich chwil!:*
A co w świecie anime? Narazie pusto i to od dłuższego czasu. Jednak ostatnio oglądam z Kamilem Bokamatsu. Przez długi okres miałam czytaniomanie, ciągle chciałam coś czytać i nadal mam niepohamowaną chęć połykać książki. Kupiłam sobie Murakamiego, ale Jego powieści potrafię w dwa dni przeczytać. Harrego Pottera ostatnią część przeczytałam i niesamowitą książkę Przebudzenie, o Klimcie co nie co też sobie czytnęłam.;) No i cały czas w duszy gra mi Natasha, Jej piosenki, cała Ona potrafi doprowadzić mnie do błogiego stanu ( uwielbiam tą kobietę! ). Ale niestety, moja Portugalia przegrała z.... Niemcami! A taką miałam nadzieję, że będą w finale...
Dni lecą i lecą, niedługo wyniki matur. Ehhhh.... 30 czerwca, dzień sądu, boję się, polski nie poszedł mi za dobrze. Mam nadzieję, że będzie dajdziobu! Grunt, że Ojciec zdał na ASP! Dumna z Ojca jestem! Z Biedro też, zdała najważniejszy egzamin na 5!:) Same sukcesy w tej mojej niebiologicznej rodzinie, oby tak dalej!
Arigato wszystkim za każdą słodką chwilę, którą mnie obdarzyliście, której nie potrafiłam dostrzec!:* Risu i Madziu, gome za wszystko...



Zdjątko z Warszawy. Kocham ten uśmiech!:*
Name:


Komentarze:

18.09.2008 :: 11:54 :: 89.228.154.87
Risu
O Pichu kochana może nowa notka? :]
wiem, że długo nic nie komentowałam hhmm czemu? nie mam pojęcia :P
A teraz przeczytałabym coś nowego^^

30.06.2008 :: 10:53 :: 89.228.137.249
Pichu
Wiem mamuś o tym.:) Z rodzicami już jest lepiej, wiadomo, że w końcu wszystko zakończy się happy endem, ale to i tak nadal we mnie siedzi. Nie potrafię być dla Nich tak ciepła i moje uczucia nie są już naturalne i spontaniczne. Może mi minie, ale kiedy... nie wiadomo. Jeśli chodzi o mamę, to wiem, że Ona tego nie chciała. Powiedziała mi magiczne słowo " przepraszam ". Z tatą nie było aż tak wesoło, choć tulnąl mnie, pocałował w głowkę i powiedział " kocham Cię " ( dziwacznie się poczułam, gdy wypowiedział na głos te słowa i to jeszcze po tych niedzielnych wyzwiskach ). Będe walczyć o moją niezależność i o szacunek!
A matura zdana mamuś.:D Z historii poszło mi najgorzej ( nie zdziwił mnie ten fakt, bo olewałam ją sobie przez prawie dwa lata, a miesiąc nauki nie nadrobił tylku zaległośći ). Na szczęście z polskiego nawet dobrze mi poszło, a to najważniejsze!^^ Oczywiście z angielskiego najlepiej.
Już się doczekać nie mogę Twojego przyjazdu, dobrej czekoladki z herbatką i pogaduchami.:)

30.06.2008 :: 01:33 :: 62.21.67.110
ciocio-m.
Córko ma, będzie dobrze- wyświechtany frazes, ale ja myślę, że im jeszcze łyso będzie za to wszystko, zobaczysz. Teraz bądź twarda, to Twoi rodzice- nie są idealni. Z nas też w cale nie wzorowe dzieci. Tego co Ci powiedzieli raczej nie zapomnisz, a oni raczej nie przeproszą, ale za jakiś czas to już będzie wspomnienie. A może jak staniesz się już w pełni dbającą o siebie kobietą bycie "tylko córką" przestanie mieć znaczenie. Walcz dla siebie, by nie musieć być zależną, by nie przedłużać "rachunków".

29.06.2008 :: 18:28 :: 87.205.69.37
Marta
Aby złe dni miały same dobre owoce.