Po irlandzku - część 1

Ziemię ojczystą opuściłam dwa tygodnie temu. Na początku nie powiem... było ciężko. Tęsknota doskwierała. Szok, że jest się tak daleko od rodzinnego domu przyszedł dopiero po paru dniach. Najpierw była radość, czekała mnie w pewien sposób przygoda - tak sobie pomyślałam. Trwa ona nadal, ale przez pewnie czas czułam się w niej osamotniona. Wystarczył głos mamy, magiczne słowo " kocham Cię! " i kilkuminutowa rozmowa, bardzo mi to wszystko pomogło, dostałam skrzydeł, by lecieć dalej, wysoko, bez wahania. Miałam świadomość, że jestem w stanie brnąć w tym. Na odległość wszystko nabiera innego wymiaru, patrzy się z zupełnie innej perspektywy, rzeczy mniej istotne nabierają wartości, dostrzega się więcej niż przedtem. Nie żałuję, że znalazłam się tam, gdzie teraz jestem, dla mnie to pewnego rodzaju próba, którą muszę przejść. Można to nazwać " szkołą życia ", choć i tak mam spore ułatwienie, m.in zapewniony dach nad głową, pyszne posiłki, dobrze płatną pracę i miłe towarzystwo. To określenie bardziej tyczy się mnie samej, moich cech charakteru, irracjonalnych leków, które czasem nie ułatwiają mi pobytu tutaj. Walka z własnymi myślami jest najcięższą z walk.

Na szczęście moja sytuacja zarobkowa prosperuje i ma się dobrze, z czego się oczywiście cieszę.:) Na wymarzone studia na spokojnie zarobię. Kiedy mam świadomość, że mój cel będzie osiągnięty, daje mi to sił witalnych. Taka strzykawka szczęścia, która podtrzymuje moje funkcje duchowe.
A moja praca polega na jednym - roznoszeniu ulotek. Parę dziwacznych przygód doświadczyłam chodząc po domach, a rolę główną grały w niej dzieciaki. Zadziorne, małe, niewychowane irlandzkie bachorki. Przekonałam się nie raz, że to wredne stworzonka.
Moją pierwszą pracą było promowanie polskiego sklepu. Częstowałam ludzi Naszymi przysmakami i zachęcałam do konkursów. Ludzie się zajadali.:) A było ich wielu i to z różnych narodowości, ale najwięcej było Polaków. W ogóle stwierdziłam, że dużo Nas w tej Irlandii.
Mam zatem pracę, mam! Niczym Umpalumpas wyciskam siódme poty i bardzo się z tego faktu cieszę!:)

Oprócz pracy staram się poznać lepiej zieloną wyspę. Zielona to ona naprawdę jest! Pełno tutaj wzgórz na których pasą się owieczki, krowy i osiołki - mnóstwo tego! Miałam ostatnio okazję zwiedzić irlandzkie morze. Widziałam fokę!^__^ Nie mogłam napatrzeć się na to cudowne zwierzątko. Byłam również na targowisku, gdzie sprzedawali przeróżne rzeczy, w szczególności owoce morza. Można było zobaczyć małe, obślizgłe ośmiorniczki, duże krewetki z wyłupiastymi oczami, raczki nieboraczki i inne dziwactwa. Nawet byłam skłonna jednego specjału spróbować - zwały się kalmary. Nie polecam, chyba, że ktoś lubi gumiaste przysmaki. Po raz któryś byłam w kasynie. Grać nie grałam, tylko się przyglądałam. Ale za to wygrano dla mnie dużego pluszaka, z którym aktualnie śpiulkam.:) Razem z Kamilem skorzystaliśmy z okazji i wypróbowaliśmy dziwaczną maszynę o nazwie symulator. Narzędzie, które ma dwa siedzenia, naprzeciwko mały telewizorek, który wyświetla obraz i za pomocą gwałtownych ruchów, wibracji oddaje rzeczywistość ukazaną na ekranie. Moja rzeczywistość polegała na tym, że byłam w statku kosmicznym ala Star Wars i brałam udział w wyścigu. Strasznie mną trzęsło, szarpało na różne strony, wiało po oczach, dawno się tak nie uśmiałam.:D
Miłe uczucie chodzić po plaży, słuchać szumu fal i patrzeć na niewyobrażalnie szeroki horyzont. Piękne są wysokie klify, przy takim widoku czuję się jeszcze bardziej mała.

Do czego najbardziej się muszę przyzwyczaić, to życie pod jednym dachem, a dla mnie nie jest to prosta rzecz. Jednak staram się być pomocna i nie robić nikomu kłopotu swoją osobom. Bycie z Kamilem dzień w dzień bywa męczące, ale cieszę się, że jest ze mną, bez Niego nie byłoby mi lekko. W pracy tworzymy zgrany zespół, a to najważniejsze.;)

Na zielonej wyspie z dnia na dzień czuje się coraz lepiej, jednak nie ma to jak w domu. Opisuje to Nasze stare i trafne przysłowie - " wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej ". Osobiście zgadzam się z tym w zupełności.:)



Miłe stworzonko







Obślizgłe jedzonko



Mały ryneczek, gdzie sprzedawano różne dziwactwa



A tu małe co nie co :)

P.S. Niestety nie zrobiłam już zdjęcia morzu ani klifom, bo bateria się wyczerpała... buuu. Ale na pewno nadrobię zaległości.
Name:


Komentarze:

28.09.2009 :: 17:25 :: 86.45.227.118
Pichu
Juz wiesz, ze wszystko daydziobu!:) Gome, nie napisalam Ci meila, bo zapomnialam zapisac sobie Twoj adres. Nastepnym razem napisze.:) Trimaj sie bracie i arigato za troske!;*

24.09.2009 :: 23:53 :: 91.193.196.74
Kirei
Heeeeeeeey... ostatnio nic nie piszesz na gg... odezwij się żeby człowiek wiedział, że wszystko ok :)

22.08.2009 :: 21:23 :: 91.193.196.74
Kirei
Z tymi zdjęciami to mi się tak dziwnie wyświetlało... ale interesujące to małe co nieco. Napisałem na gg jak coś, dopisz przy okazji :)

22.08.2009 :: 21:04 :: 86.45.230.242
Pichu
Studia zacznę za rok dopiero, chcę poprawić maturę. No i do października dopiero ( chyba ) uzbieram całą sumę, a to już będzie za późno.
Mam nowy numer gadulca:7687186, napisz do mnie.:)

22.08.2009 :: 16:20 :: 91.193.196.74
Kirei
Bo tu nuda, a wesoło było jak zaczynaliśmy dyskusje :)
No przez gg się nie kontaktujemy... Pisałaś na mój nowy numer? :)
Eee u nas takie wyjadanie ze stołów to ośmieszenie się, jakaś nie taka wspaniała i wielka ta Europa ^^ a wywyższać to się wywyższają.
A kiedy studia zaczniesz? Jak z tym planujesz? Jak zostajesz dłużej możesz odłożyć kasę na kolejne semestry.
Za mało agresywna jesteś, przydałoby Ci się trochę nauki u moich znajomych dowodzenia facetami. Sam nie potrafię zauważyć momentu kiedy Weronika mnie sobie wokół palca :)

22.08.2009 :: 13:38 :: 86.45.230.242
pichu
Wspólne mieszkania ma swoje dobre strony, zgadzam się, ale ma też złe. Czasem brakuje mi własnego konta i przez to momentami staję się nerwowa. Są też dni, kiedy czuję się samotna i tęskno mi w szczególności za mamą i Ciocio-mamuchną, wtedy w ogóle wszystko staje się dla mnie szare i ponure. Ale są też dni, kiedy dobrze się bawię i jestem radosna.

Co do porządków, to Kamila raczej to nie rusza i to jest Nasz stały powód do kłótni. Alergicznie reaguje na syf.

Dzieciaki irlandzkie to chodzące małe diabły. Kamil dał jednemu ulotkę, to na Jego oczach porwał ją i zaczął się głupio śmiać. Albo na promocji grupka dzieciaków przyszła i zaczęła wszystko wyjadać ze stołu.

Jeśli chodzi o mój powrót, to raczej wrócę wcześniej, gdzieś w połowie listopada. Szybko zarobię na moje studia, w dwa tygodnie zarobiłam sporo pieniążków i nawet fakt, że będę tu płacić za rachunki nie zaszkodzi mi. Tak więc zapowiada się, że wrócę szybko. Mogłabym szybciej, ale Kamil prosił mnie, bym z Nim została. On musi uzbierać większą sumę pieniędzy na samochód.
Kirei nie rozumiem czemu robi Ci różnicę fakt, że jestem teraz w Irlandii. Przecież i tak kontaktujemy się przez gadulca. Jedynie czego nie możemy robić, to telefonować do siebie ( rzadko i tak to robimy ) i pisać listów.

A czemu chciałbyś żeby Kamil znów Cię opierdzielił, bo nie rozumiem?

Miłe, że za mną tęsknisz.:) W sumie mamy teraz ze sobą większy kontakt, co mnie cieszy.^^
Trimaj się i arigato, że tak często komentujesz moje notki.:*

22.08.2009 :: 00:18 :: 91.193.196.74
Kirei
Cóż, co kto lubi. Ja ciągle myślę o tym, kiedy będę mógł pomimo tej idiotycznej uczelni wynieść się z domu, na amen. No może nie lubi. Tu przynajmniej nie muszę się przejmować tym, że nawet odgrzany słoik w moim wykonaniu jest szkodliwy.

Mieszkanie wspólne z kimś ma swoje dobre strony. Z powodu innych ludzi człowiek zmusza się w miarę do porządków :)
Dzieci są złe, Irlandczycy są źli, irlandzkie dzieci to pewnie jakieś diabły są. No ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Teraz pewnie będę wydawał się łatwiejszy do zniesienia :)
jak przeczytałem, że wrócisz tak późno to się wystraszyłem. Tęsknię za Tobą. Już nawet chciałbym, żeby Twój Kamil miał znowu powód by mnie opieprzyć. To było nawet zabawne. Mimo, że przez chwilę, miałem mu ochotę powiedzieć coś nie miłego, to właśnie zdałem sobie sprawę, jak bardzo jest do mnie podobny. Albo ja do niego, kwestia punktu widzenia. Też jestem piekielnie zazdrosny o wszystko. Ale wtedy akurat pewnie wzięła górę we mnie moja złośliwość. Pozdrów go ode mnie :)Ale nadal będę Ci mówił, że Cię kocham, bo tak jest, bo jesteś mi jak mała siostrzyczka^^ uważaj tam na siebie, w końcu to Irlandia. Może bez powodu się denerwuje, ale pierwszy raz ktoś mi bliski jest TAK daleko.